URSZULA

STRUZIKOWSKA-MARYNICZ

 

GABINET POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ

 

Dryfujemy. Zawieszeni wolno przesuwamy się w nieznanych sobie kierunkach. Bezwolnie unoszeni trendami, ideologią, poprawnością, polityką, lękiem i profilaktyką jego przedmiotu oraz treści. Zmierzamy we wciąż  nowe dla nas przestrzenie, po omacku. Dotykamy spraw, idei, lęku. Nie dotykamy siebie.

 

Lęk przed dotykiem niekoniecznie zarezerwowany jest już dla fobii czy czynników związanych ze „złym dotykiem”, przed którym się wzbraniamy.

 

Dotyk zaczyna nieść ze sobą inne zagrożenie w dobie dzisiejszych czasów: staje się czynnikiem ryzyka nadinterpretacji, przypomina o tym, w czym w głodni informacji oraz aprobaty i nowych bodźców technologicznych zdajemy się zatapiać, a zatem w alternatywie.

W dobie ostatnich wydarzeń związanych z epidemią, dotyk zaczyna ponownie nieść ze sobą nowe zagrożenie.

 

Aktualnie uzbrojeni w rękawiczki, maseczki, margines 1,5 m zachowywanej od siebie odległości, wydzielamy „swój kawałek podłogi”. Co więcej, coraz bardziej w sposób dla nas adaptacyjny, wyuczony i prawie naturalny zaczynamy zasady te przyswajać. Odnajdujemy się w nich, oddalając się w obszarze bliskości i intymności od siebie nawzajem. Oczywiście mottem tych odległości i restrykcji jest ochrona zdrowia i jego profilaktyka, jednak skłania mnie do refleksji łatwość, z jaką wielu z nas podejmuje adaptację w tych nienaturalnych dla nas warunkach. To z kolei może budzić niepokoju o dalsze relacje interpersonalne, o nasze zdrowie, rozwój nas pojedynczych i o rozwój tego, co wspólnie tworzymy.

 

Jak się to ma do naszej potrzeby bliskości, intymności, do potrzeb tzw. wzrostu, koniecznych dla rozwoju naszej osobowości, do poczucia bezpieczeństwa i satysfakcji w relacjach?

W tym miejscu na myśl przychodzą mi badania prowadzone na małpach oraz szczurach, dzięki którym mieliśmy możliwość przekonać się, ja ważną rolę w naszym rozwoju i funkcjonowaniu zarówno biologicznym, jak i psychospołecznym (człowiek to całość biopsychospołeczna) stanowi kontakt fizyczny z drugim człowiekiem.

 

Badania, które mam na myśli, a których szczegółowo opisywała w tym miejscu nie będę (nie one są meritum mojej refleksji na dziś) młode szczury oddzielone od matki wydzielały zbyt mało hormonu wzrostu, aby mówić o ich prawidłowym, zatem zdrowym rozwoju.

 

Brak kontaktu fizycznego sprawiał, że zwierzęta traciły zainteresowanie światem, a co się z tym wiąże nie eksplorowały, nie poznawały, nie trenowały umiejętności już posiadanych i nie wykształciły nowych, popadając przy tym w apatię przestały się rozwijać. I odwrotnie- głaskane, dotykane, posiadające obiekt, z którym mogły wejść w fizyczny kontakt, wracały do poprzedniego, naturalnego im repertuaru zachowań. Podobna sytuacja miała miejsce w grupie badanych małp.

 

Inne badania, przeprowadzone na grupie ludzi wykazały, że dotyk (trzymanie za rękę) ma właściwości obniżające poczucie fizycznego bólu, lęku. Jedno z amerykańskich badań wskazuje, że pomimo dostępności różnych narzędzi technologicznych, usprawniających naszą komunikację społeczną i jej wymianę, rośnie skala problemu poczucia osamotnienia. Fizyczny kontakt polegający na przytulaniu niesie ze sobą korzyść tak dla przytulanego, jak przytulającego: obniżenie ciśnienia krwi. Analogicznie jego brak pociąga za sobą konsekwencje dla naszego rozwoju i przede wszystkim zdrowia.

 

Moc przytulenia i korzyści, jakie ono z sobą dla nas niesie  jest tym większa, im gest ten jest autentyczny.  Nie zaspokoimy w sposób rzeczywisty naszej potrzeby bliskości, bezpieczeństwa, wartości, jakie pragniemy zaspokajać za pomocą tej formy kontaktu fizycznego, gdy za przytulanie płacimy  korzystając z różnych usług (tak są takie!)- to wtórnie stawia nas w obliczu rozpaczy, emocjonalnego głodu i poczucia być może własnej bezwartościowości, samotności.

 

Współczesny problem epidemiologiczny tym więcej prowokuje nas do tęsknoty za tym, co utracone, a także za tym, co wyobrażone jako możliwe do utracenia.  Lęk przed dotykiem i jego konsekwencjami, nasilony o treść uzasadniającą obawy związane z ryzykiem zarażania się drobnoustrojem, jak również żelazne zasady zachowania bezpieczeństwa, powodują coraz większą potrzebę uniemożliwiając nam jednocześnie zaspokojenie tego, co dla nas niezbędne, tego co w nas ludzkie.

 

Psychoterapeutka Virginia Satir wskazała na ważną rolę dotyku- jej zdaniem każdy z nas potrzebuje czterech dotyków dziennie, niezbędnych do przeżycia, ośmiu aby zachować zdrowie i dwunastu, aby rozwijać się prawidłowo. Przez dotyk można rozumieć proste, kulturowo akceptowalne formy zachowań jak poklepanie po plecach, gest podania ręki na powitanie.

Weźmy to pod uwagę w tym trudnym czasie, który jak wszystkie poprzednio  doświadczane wymaga od nas zachowania pewnej równowagi. Jej brak chwieje naszą cywilizacją, a nasza cywilizacja to każdy Ty, każda ja, każdy z nas.

 

Cywilizacja bez dotyku

05 kwietnia 2020

31-026 Kraków
Ul. Radziwiłłowska 9/5

Kontakt