URSZULA

STRUZIKOWSKA-MARYNICZ

 

GABINET POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ

Skłonność do perfekcjonizmu to duża bateria informacji o nas samych; naszej przeszłości, potrzebach, stylu nawiązywania więzi, dążenia do sukcesu, o naszych zaletach i deficytach, o historii stawania się sobą, nadbudowanej własnym scenariuszem dyscypliny sukcesu i zasłużenia na miłość, tą cudzą i naszą własną.

Przyglądając się perfekcjonizmowi warto zadać sobie pytanie, co on nam oferuje i jakie nasze potrzeby „zaspokaja”, przynajmniej pozornie. Co takiego w nas podtrzymuje tak restrykcyjny model siebie, naszych relacji, funkcjonowania, naszego poznawczo- emocjonalnego autoportretu. To super pytanie na każdy dzień- co daje mi to zachowanie? 

Nie mowa tu o gratyfikacjach zewnętrznych, bo jeśli daje mi to pieniądze, to jaka moja potrzeba poza zarobkiem leży u podstaw tej formy działania i z jakiego powodu wybieram taki sposób dążenia do tego celu? Potrzeba bezpieczeństwa, uznania? Te potrzeby można uświadomić sobie i zaopiekować w mniej wyczerpujący dla nas sposób, mniej wyczerpujący od perfekcyjnego rzeźbienia lepszego siebie. Jednak my skazujemy siebie na niekończące się wtaczanie głazu pod górę, głazu, który im wyżej, tym ciąży nam coraz bardziej i wbija nas subiektywnie w ziemię. Idąc tą drogą nigdy przecież nie czujemy się wystarczająco dobrzy na to, by zasłużyć… i  tym miejscu można podstawić indywidualne wartości każdego z nas, jak we wzorze matematycznym.  

Pogoń za sukcesem? Za każdym razem większym, krok dalej, prawda? Jeśli go nie odniesiesz, kim będziesz, co zaoferujesz sobie samemu, jak sądzisz, jak i co zobaczy w Tobie świat? Jeśli to pytanie zaczyna budzić w Tobie niepokój to cieszę się, że czytasz ten tekst. Jest dla Ciebie.

Postrzeganie świata w skrajnościach, czyli czegoś, co jest albo dobre, albo złe kiełkuje i wzrasta na podłożu bardzo żyznym, jakim jest potrzeba bezpieczeństwa- ta pierwotna, niedojrzała, mająca swój początek w relacjach na wczesnym etapie naszego rozwoju psychospołecznego- w rodzinie i jej pobliskim otoczeniu. Z jakiegoś przecież powodu opowiadamy się po którejś z przeciwnych stron, obozów, jak podczas podwórkowej gry drużynowej czy zabawy w bazy: jesteś z nami, albo przeciwko nam, gdzie bycie po którejś ze stron gwarantuje przynależność, bezpieczeństwo i samookreślenie w zależności od funkcjonowania w określonym schemacie, roli, zatem dodefiniowaniu samego siebie.

Wyjście poza którąś ze skrajnie funkcjonujących „drużyn”, grup, ideologii budzi w nas nie tylko lęk przed zmianą, ile przed konfrontacją z tym, co w nas niedookreślone, być może chaotyczne, zniechęcające nas do natychmiastowego działania i zaprowadzenia porządku wewnątrz siebie, w przestrzeni, która mogłaby ale nie wydaje się na to przygotowana i bezpieczna, a zatem nie dość wystarczająca, nie dość dobra.

Stąd tego bezpieczeństwa zaczynamy poszukiwać na zewnątrz nas, kontrolując nasze otoczenie, dopieszczając w nim wszystko to, co wiąże się z naszym manifestowaniem siebie, ze śladem po nas. 

To trochę jak zabieranie się za wiosenne porządki, kilkakrotnie odkładając ich próbę na później, na lepszy czas, na to, kiedy będę mieć więcej siły- a to błędne koło. Dlaczego? Bo skąd takie siły dla siebie mają pochodzić, jeśli nie z Ciebie samego? Paradoksalnie uświadomienie sobie własnej słabości jest siłą i niekiedy koniecznym punktem wyjścia do dalszej podróży z siebie na zewnątrz.

Funkcjonując w ten sposób trochę działa to tak, jakbyśmy  nieświadomie próbowali perfekcją zasłużyć na miłość, szacunek, uznanie, jakbyśmy  w perfekcji właśnie upatrywali drogi do ważnych dla nas celów. W tym rozumieniu perfekcja jest strategią osiągnięcia tego, czego nie nauczyliśmy się lub nie było nam dane osiągnąć w sposób mniej wyczerpujący i mniej zagrażający naszemu rozwojowi i zdrowiu. 

W tym miejscu posłużę się metaforą, jaka przychodzi mi na myśl- to tak, jakbyśmy musieli przejść z jednej strony mostu zawieszonego bardzo wysoko nad przepaścią na drugą jego stronę -bezpieczniej jest wówczas zająć grunt pod nogami na którymś z jego końców, prawda?

Funkcjonowanie w zawieszeniu tak silnie i skrajnie określonych wartości, które mają nas definiować sprawia, że naturalne dla naszego rozwoju i sytuacji życiowych formy przejściowe nas samych, etapów naszych relacji, naszego rozwoju, takie połowiczne sprawy, nasze odcienie szarości i naszego otoczenia budzą nasz niepokój poznawczy i emocjonalny.

Z pewnością perfekcjonizm nie zaczyna towarzyszyć nam nagle. Nie dosiada się do nas w tramwaju w postaci luźnej refleksji, nie spada na nas przypadkową oceną, jakiej zostaliśmy poddani. W proces hodowania takiej tendencji zaangażowane są nasze reprezentacje poznawcze i emocjonalne, znaczący inni, czyli nasi rodzicie, opiekunowie, autorytety, a także proces przebiegu naszych relacji z nimi, zatem styl budowania więzi, nasze przeglądanie się w ich oczach, a więc i w tym, jak czujemy się być widziani, jakie oczekiwania z ich strony są dla nas odczuwalne, czy jesteśmy w stanie im podołać? Zasłużyć na miłość? Zostać docenionym? Zaistnieć obok rywalizującego rodzeństwa, nieobecnych opiekunów, zbudować sobie własny szałas bezpieczeństwa w gąszczu niechcianych, nieakceptowanych, niekiedy traumatycznych relacji i wydarzeń.

Kiedy borykamy się z własnym perfekcjonizmem patrzmy uważnie i obserwujmy nie tylko, to co w nas, ale też to, co dookoła. Z pewnością w naszym najbliższym otoczeniu oddziałują na nas czynniki podtrzymujące, wzmacniające, nagradzające tę naszą cechę. Jest nim jakiś bliski nam system, być może rodzinny, który uznaje tę naszą cechę za korzystną, błędnie utożsamiając ją z cechami społecznie akceptowanymi i pożądanymi jak sumienność, dokładność, zaangażowanie. 

W tym miejscu raz jeszcze zachęcam do zadawania sobie podstawowego pytania, które otwiera przestrzeń do dalszej autorefleksji: co mi to daje? Bo daje. Nawet to, co uznajemy za niekorzystne zawsze nam coś daje, dlatego tego nie zmieniamy. Po pierwsze obawiając się zmian, a po drugie dlatego, że to, co wydaje się nam, że zaspokajamy - chociaż wydaje się nam absurdalne- jest nasze i uderza w nasze najgłębsze pokłady potrzeby bezpieczeństwa, sensu, własnego znaczenia, jakiego przecież wszyscy potrzebujemy doświadczyć.

 

Ten wpis dedykuję Pani R. z podziękowaniem za Jej kawałek siebie, który posłużył mi za inspirację!

 

Perfekcjonizm - tam i z powrotem

30 marca 2020

Kontakt