URSZULA

STRUZIKOWSKA-MARYNICZ

 

GABINET POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ

Za progiem listopad. Listopadowa aura nastraja alejami malowniczo obsypanymi złotem i miedzią, zanurzonymi w dżdżysto - mglistej atmosferze melancholii, w zadumie nad powrotem do początku rocznego cyklu życia. Zamiast promieni ciepłego słońca, ścieżki, po których stąpasz usłane są kwieciście: zółcieniem nadziei, pomarańczem tęsknoty i gorącą czerwienią pamięci o tym, co utracone i o tym, czego obawiamy się utracić.

 

Dzisiejszy wpis dedykuję relacjom utraconym. Tym, po których poczucie straty zaistniało w nas nie tylko wskutek śmierci, ciężkiej choroby czy urazu ale również z powodu takiego pęknięcia, jakie nosimy w sobie pomimo obecności tych, po których dziury w relacji boimy się opłakać, na którą złościmy się i którą wciąż zasypujemy opadającymi liśćmi z wewnętrznego drzewa nadziei.

 

Z takiej wyrwy w relacji, nawet tej najciemniejszej, wykopać możemy cenne dla naszego rozwoju minerały. Z nich budujemy nas samych - mury naszej autobiografii, schody naszych starań, poddasza naszych snów, nadziei, potrzeb i marzeń.

 

Jak opłakać relację, która istnieje, jednak nie gramy w niej ról, których wzajemnie od siebie oczekujemy? Jak pożegnać oczekiwania w relacji z rodzicem, który nigdy nie obdarował nas autentycznością, bezwarunkową miłością, uważną obecnością? Jak rozstać się z częścią nas, która utykając w niewdzięcznej roli ofiary nie pozwala nam stać się najwierniejszą wersją nas samych, tą najbardziej aktualną i korzystną dla naszego zdrowia i rozwoju? Pora, abyśmy wszyscy wrócili do początku, do gruntu tego, na czym wzrastaliśmy i na którym urosły nasze potrzeby. Pora powrócić do domu.

 

Poprzez akceptujący i autentyczny kontakt z samym sobą możesz ponownie wejść w pozornie nieaktualną relację - pozornie, bo tęsknota zdradza jej ważność, teraźniejszość i nieprzerwany charakter. 

 

Niektóre relacje pozostawiają po sobie silne poczucie dezorientacji, wywołanej przez przeplatanie pozytywnych i negatywnych wzmocnień, emocji. Gdy osoba, od której ufnie oczekujesz z pozycji dziecka zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa, akceptacji i miłości staje się jednocześnie źródłem zagrożenia, usiłujesz przywrócić poziom bezpieczeństwa chwytając się łapczywie tego, co stanowi jego namiastkę. Jedną z najtrudniejszych rodzajów złudzeń jest to, że możesz zmusić kogoś aby Cię pokochał, aby dostrzegł w Tobie to, czego nie dostrzeżono w nim samym, czego dostrzec sam w sobie nie potrafi. Relacją utraconą jest relacja zarówno z matką o cechach narcystycznego zaburzenia osobowości, jak również w zdrowej interpretacji naszego rozwoju relacja z matką w ujęciu całościowym.

 

Opłakując relację pozwalasz sobie pożegnać się nie tylko z przeszłością, ale również tym, co mogło wydarzyć się, a co nigdy się nie wydarzyło. Kołysząc relację utraconą pierwszym etapem po zaprzeczeniu tego, że nigdy nie będzie ona taką, jakiej pragniesz jest gniew i targowanie się ze sobą, życiem, Bogiem czy innymi ludźmi. Gdybyśmy żyli inaczej, zrobili więcej, nie odezwali się w danym momencie, stanęli gdzie indziej w innych butach, będąc kimś innym. Zatrzymaj się i posłuchaj tego raz jeszcze. Następnie żal, depresja i poczucie rezygnacji przeradzające się w zrezygnowanie z dalszej walki, samozaparcia i szarpania się z bolesnymi konsekwencjami braku zgody na to, co nadeszło dla Ciebie, i dla Ciebie jest ważne, nawet jeżeli w miejscu, w którym jesteś teraz jeszcze tego nie dostrzegasz. Ostatnie, co przed Tobą to akceptacja - wiosna w cyklu straty. Pozwala na nową perspektywę, którą uzyskasz, jeżeli puścisz wodze czasu, pozwolisz sobie popracować razem z nim.

 

Cykl życia naznaczony jest stratami – mają one charakter powszechny i nieunikniony, konieczny dla naszego wzrostu, ponieważ tracąc coś, rezygnując i pozwalając sobie na pozostawienie czegoś za sobą dojrzewamy, rozwijamy się. 

 

Nasze życie rozpoczyna się właśnie od doświadczenia pierwszej straty, kiedy opuszczamy fizycznie ciało naszej matki, która od tej pory staje się naszym pomostem pomiędzy naszą potrzebą przetrwania, a rzeczywistością wokół nas, chroniąc i kojąc w niepokoju. Dlatego też największą potrzebą, jaką w sobie od tej pory nosimy jest potrzeba matki. Nadzy i bezbronni potrzebujemy jej koniecznie i do czasu, kiedy nie doświadczymy i nie zaakceptujemy własnej odrębności od niej, matki potrzebowali będziemy w sposób absolutny. Idąc za słowami Judith Viorst: „Wydaje się nieistotne, jaką matkę straciło dziecko ani jak niebezpieczne było dla niego przebywać w jej obecności. Nie ma znaczenia, czy matka tuli je, czy kaleczy. Rozdzielenie z nią jest gorsze niż bycie w jej ramionach” („To, co musimy utracić, czyli miłość, złudzenia, zależności, niemożliwie do spełnienia oczekiwania, których każdy z nas musi się wyrzec, by móc wzrastać”, 2020).

 

Obecność matki kołysze naszą fundamentalną potrzebę bezpieczeństwa, a więc warunku niezbędnego do przetrwania. Lęk przed utraceniem tego stanu paraliżuje nas w lęku przed nicością, zniknięciem. Tymczasem matka opuszcza każdego z nas, ponieważ kroczy ona własną, odrębną drogą, podobnie jak my, dlatego tak ważne jest nauczenie się tej bezpiecznej odrębności określając to, co łączy nas w relacji ponadczasowej, a zarazem pełnej straty i następujących po sobie kaskadowo efektów naszego dojrzewania.

 

Jesień za Twoim oknem symbolizuje  swoisty rodzaj dojrzałości, w której pewnym sprawom należy pozwolić odejść, aby stworzyć przestrzeń kolejnym. Zakończyć pewien etap, aby móc otworzyć następny. To w gruncie rzeczy bardzo dobra wiadomość.

 

 

Relacje utracone - czyli o nieśmiertelnej potrzebie miłości matki

27 października 2021

ul. Radziwiłłowska 9

31-026 Kraków

Kontakt